Teraz czytasz
Szczepienie się to nasz obowiązek

Szczepienie się to nasz obowiązek

Agnieszka Gierczak-Cywińska
  • O niezbędnej rehabilitacji chorych na COVID-19 i rewolucyjnej szczepionce, która zmieni medycynę, rozmawiamy z prof. dr hab. n. med. Krzysztofem Simonem, specjalistą w dziedzinie chorób zakaźnych i ordynatorem I Oddziału Zakaźnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu.

Profesor już po szczepieniu – widzę, że wszystko w porządku.

Tak, wbrew nadziejom antypolskich grup antyszczepionkowych czuję się dobrze, nie umarłem. Tak jak pozostałe miliony osób dotąd zaszczepionych.

Medycy w Waszym szpitalu garną się do szczepienia?

Oceniamy, że zakażeniu uległo 18 proc. personelu. Zmarło dwóch moich kolegów ordynatorów, 14 osób zostało inwalidami. No więc niech pani znajdzie jeden racjonalny argument, aby się nie szczepić. Od początku pandemii uważam, że służba zdrowia powinna być obowiązkowo zaszczepiona z dwóch powodów. Po pierwsze wykrusza się nam liczba personelu do obsługi chorych, a po drugie szpitale muszą spodziewać się roszczeń ze strony pacjentów, którzy stwierdzą – słusznie bądź nie – że zakazili się, bo mieli kontakt z niezaszczepionym medykiem. Żaden szpital ekonomicznie tego nie wytrzyma.

Co ma Pan na myśli, mówiąc, że znajomi stali się inwalidami.

Nie u wszystkich ta choroba przebiega jak silna postać grypy (która zresztą też może się źle skończyć). U części chorych uszkodzenia narządów są trwałe. Dotyczy to układu oddechowego czy nerwowego lub mięśnia sercowego. Oni prawdopodobnie nigdy nie wrócą do pracy. Owszem Chińczycy sugerują, że po 2–3 latach zwłóknienia płuc mogą się poprawić, bo tak było przy pierwszym SARS, ale pewności nie ma, a uszkodzenia są teraz na pewno.

Myśli Pan, że fizjoterapia może im pomóc?

Jasne. My zachęcamy do niej jak najbardziej. Rehabilitacja pochorobowa jest niezwykle istotna, szczególnie w zakresie oddechowym. O, proszę, mam tu Wasze wydawnictwo na ten temat. Rozdajemy je, komu się da, aby ludzie się rehabilitowali, bo my sami już nie mamy mocy przerobowych – od 10 miesięcy jesteśmy właściwie non stop w pracy. Potrzebujemy tu Państwa pomocy.

Jak wygląda rehabilitacja na Pańskim oddziale?

Zalecamy układanie pacjentów na brzuchu (ang. prone position), zmiany pozycji ciała, gimnastykę oddechową. Pomoc ze strony fizjoterapeutów jest niewielka, bo jest ich po prostu za mało. Jak jeden czy dwóch fizjoterapeutów ma pomóc 150 pacjentom po zapaleniu płuc lub jeszcze w jego trakcie? A przecież wciąż utrzymujemy 20 łóżek internistycznych, gdzie rehabilitacja też bywa konieczna. To jest abstrakcja. Dlatego osoby już niezarażające najchętniej wysłalibyśmy do innych szpitali, aby tam ich rehabilitowano, ale takich możliwości nie ma, nigdzie nie przyjmują. Najlepszy dla pacjentów jest więc powrót do domu i zadbanie o pomoc na miejscu.

Wspomniał Pan, że medycy powinni się obowiązkowo szczepić. Ma Pan na myśli wszystkich czynnych medyków czy tych pracujących z chorymi na COVID- 19?

Wszystkich tych, którzy mają bezpośredni kontakt z chorymi, np. kurierzy czy pracownicy firm farmaceutycznych takiego kontaktu nie mają. Największe prawdopodobieństwo zarażenia się COVID-19 występuje w pomieszczeniach zamkniętych i słabo wietrzonych, gdzie gromadzi się więcej osób, typu restauracje, kluby. To także msze bez limitu osób, pogrzeby i wesela, których skutki były w Polsce fatalne. I do tego dochodzą właśnie różne ośrodki lecznicze, nie tylko szpitale.

A tak szczerze: nie bał się Pan szczepienia? Kiedyś doznał Pan wstrząsu po szczepieniu na grypę.

Tak, to było mało przyjemne przeżycie. Szczególnie, że do rozwoju wstrząsu doszło kilkanaście minut po szczepieniu, gdy już jechałem samochodem. Bardzo mi się wtedy spieszyło, wiec wybiegłem ze szpitala tuż po szczepieniu i od razu pojechałem. Samochód rozwaliłem i mało nie umarłem. Nie sprawiło to jednak, żebym przestał się szczepić co roku na grypę. Akurat w tamtej szczepionce musiało być coś, co mi zaszkodziło i więcej taka sytuacja się nie powtórzyła. Teraz jestem bardziej ostrożny, szczepię się w szpitalu, po iniekcji siedzę tam pół godziny, pielęgniarki mnie pilnują. Szczepię się z racji wykształcenia, wiedzy i rozsądku, bo staram się uniknąć poważnych powikłań. Jestem jednak też konsultantem i profesorem, więc uważam, że muszę świecić racjonalnym przykładem choćby z urzędu. Moje podejście jest propaństwowe niezależnie od tego, kto i jak rządzi, i niezależnie od moich jednoznacznie liberalnych poglądów. Walka z epidemią powinna być pozapolityczna, zakażenie każdego może dotknąć: od skrajnych lewaków po przedstawicieli ultrakonserwatywnej prawicy. Wiem, jak górnolotnie to brzmi, ale jako medycy mamy obowiązek walczyć z pandemią, bo za chwilę tego państwa nie będzie – fizycznie, bo wirus nas zdziesiątkuje, i gospodarczo, bo wszystko padnie. A ta walka polega teraz też na nakłonieniu ludzi do działań prozdrowotnych, w tym do szczepienia.

To dla Pana wyraz patriotyzmu?

Tak. Jak pani widzi, mam mało polskie nazwisko. Czuję i zawsze czułem się Polakiem, ale utrzymuję kresowe tradycje spod Mohylewa, Orszy i Witebska, bo z tamtych rejonów pochodziła moja matka. Ojciec miał korzenie czesko-niemieckie, ale członkowie rodziny częściowo też czuli się Polakami. Dziadek zginął za Polskę rozstrzelany przez Rosjan jako podpułkownik Wojska Polskiego. Przecież ja z pięćdziesiąt pięć razy mogłem z tego kraju wyjechać. Do USA, Anglii, gdzie bym chciał. Ale nie, to jest mój kraj, tu jest moja historia, tu są groby moich przodków i, niestety, grób mojego dziecka.

Jak Pan myśli, jaki będzie dalszy scenariusz oby nie rozwoju, a zażegnania pandemii?

Szczepić, szczepić i jeszcze raz szczepić. Nie ma skutecznych leków, więc nie ma innego wyjścia. Musimy przebijać się z racjonalną wiedzą do społeczeństwa. Policja i inne służby muszą zająć się dotarciem do osób, które prowadzą w kraju tak intensywną kampanię antyszczepionkową, a więc antypolską (choć w innych krajach takie rzeczy tez się dzieją). Kto opłaca te ruchy skrajnej lewicy i skrajnej prawicy? Ja nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale jest niemożliwe, aby to wszystko działo się bez jakiejś koordynacji. Przecież my dostajemy anonimowe maile, SMS-y, w których grozi się podpaleniem szpitali, a także nam i naszym rodzinom. W internecie pojawiają się fałszywe informacje na temat szczepionki, manipuluje się wypowiedziami ekspertów, które padają podczas działań konsultacyjnych czy naukowych. Wiadomo, że ja ciągle obrywam, bo mam niewyparzony język i nie boję się tych antycovidowców i antyszczepionkowców nazywać głupcami. Bo jak ich inaczej nazwać? Im jest całkowicie obojętny los tych ludzi, którzy nie mogą się szczepić z powodów zdrowotnych oraz starych, więc podatnych na ciężki przebieg zakażenia. Oni żyją tylko dlatego, że w ich otoczeniu są wszyscy zaszczepieni na daną chorobę. To co robią ci ludzie to zwykłe świństwo. A groźby otrzymują też ludzie spokojniejsi ode mnie jak prof. Horban czy minister Niedzielski.

Grożą panu śmiercią?

Tak.

Nie boi się Pan?

A czego się mam bać? Od tego jest policja, aby się tym zajęła.

Czyli zgłasza Pan te groźby?

Naturalnie. Ale wie pani, to jest sprytnie robione. Wiadomości z różnych kont, duplikowane, wysyłane o 4 w nocy itd. Proszę powiedzieć, jaki jest tego cel? Jeśli ktoś nie chce się szczepić, to niech się nie szczepi, zawsze może sobie umrzeć, a jak mu się poszczęści – to przejdzie chorobę bezobjawowo. Jeśli jednak dostanie zapalenia płuc w przebiegu COVID-19, to popędzi do szpitala, a przecież takiej choroby podobno nie ma… Niech myśli sobie, co chce, ale jak można namawiać innych ludzi, aby nie przyjęli szczepionek na podstawie jakiś irracjonalnych wiadomości? W internecie wypowiadają się na te tematy osoby, które na oczy pacjenta nie widziały, bo albo nie mają nic wspólnego z medycyną, albo nie praktykowały, ale mają za to jakieś tytuły naukowe, choć są ludźmi w ogóle nieznanymi w środowisku. Wymyślają bzdury albo tak wszystko komplikują, że sieją niepewność. Straszą, że szczepionki zawierają skwalan i skwalen, co brzmi jak jakieś substancje toksyczne i zwykłego człowieka może przerazić. A one są przecież niezbędne w naszym organizmie! Już pomijając fakt, że nie są składnikami szczepionek. Ludzie się jednak boją, gdy słyszą takie głosy, bo nie mają wiedzy. Obowiązkiem medyków jest walka z tą niewiedzą.

Uporamy się z pandemią chociaż do końca roku?

Na to bym nie liczył, wirus się pewnie utrwali jak kiedyś grypa. SARS-CoV-1 zmutował przy śmiertelności 10 proc. i zniknął. SARS-CoV-2 mutuje, ale nie znika. Te nowe mutacje mogą być równie zaraźliwe, ale bardziej patogenne lub na odwrót; albo tak samo zaraźliwe, tak samo patogenne, ale tak zmutują, że wyprodukowana szczepionka nie będzie przed nimi chronić.

Trzeba będzie ją aktualizować?

No tak, ale przy szczepionce mRNA to potrwa bardzo szybko. Te inne techniki, jak splity czy rekombinanty, wymagają dłuższych procedur. Technologia mRNA, którą opracowano w 1997 r. i rozwinięto już po 2000 r., umożliwia szybką modyfikację.

Redakcja poleca

A u nas się mówi, że to nowa technologia…

A gdzie tam, już na początku XXI w. pracowano nad szczepionką na SARS, ale przerwano prace, bo epidemia się skończyła sama. W przypadku MERS było za mało przypadków, aby się za to zabierać. Ta metoda to rewolucja. Jest o wiele bezpieczniejsza niż poprzednie technologie, bo nie ma w niej tych wszystkich obciążeń białkowych, konserwantów, stabilizatorów itd. Nie podajemy nieaktywnych wirusów tylko fragment mRNA, który zmusza komórki do syntezy białka. Mamy do czynienia z olbrzymim postępem w medycynie, który zapewne skończy się Nagrodą Nobla.

Dlaczego więc w ciągu tych przeszło 20 lat nie powstały inne szczepionki tworzone tą metodą?

Ależ powstały! To kolejna nieprawdziwa informacja. Dzięki niej mamy przecież szczepionki na zikę, ebolę czy pasożyty malarii. To są szczepionki profilaktyczne, ale jest też cała grupa szczepionek terapeutycznych wykonanych tą techniką, które wykorzystuje się w chorobach nowotworowych. Dzięki nim udaje się stymulować konkretne białka walczące z nowotworem.

Jednym z argumentów przeciwników, aby się nie szczepić, jest ten, że nie wiadomo, na jak długo zapewni nam to odporność.

Zacznijmy od protoplastów. SARS- CoV-1 dawał pacjentowi odporność komórkową maksymalnie na jakieś 2–3 lata, w MERS na ok. 1,5 roku. Jak dokładnie jest przy SARS- CoV-2, jeszcze nie wiemy. Na razie uważa się, że przeciwciała utrzymują się minimum 4-6 miesięcy od zakażenia, choć nie zawsze są to przeciwciała neutralizujące wirusa. Istotną rolę odgrywa też odporność komórkowa, ale niestety też jest tu krótkotrwała. Wydaje się, że osoby, które przeszły COVID-19 bezobjawowo, mogą mieć słabszą odporność humoralną (przeciwciała) i komórkową, niż te, który były w gorszym stanie. Szczepienia trwają od marca 2020 r., przecież wtedy już zaczęto testy. Na ich podstawie wiemy, że po szczepieniach osiągamy zdecydowanie wyższe poziomy przeciwciał i dłuższą odporność komórkową niż po przechorowaniu. Oceniam, że szczepionka zapewni nam odporność na jakieś 2–3 lata, ale potem ona zaniknie i trzeba będzie podać kolejną dawkę. Jednak na grypę też szczepimy się co roku. Jakieś 10–20 proc. wirusów wywołujących u nas przeziębienia to cztery inne znane koronawirusy. Być może ci, którzy w przeszłości chorowali częściej, nabyli odporność krzyżową i dlatego SARS-CoV-2 ich teraz nie rusza. Koronawirusy się zmieniają – niektóre z tych, które dziś powodują przeziębienia, tysiące lat temu dziesiątkowały całe plemiona. Kto miał umrzeć – to umarł, kto przeżył – to się uodpornił. I w efekcie niegdyś śmiertelne wirusy oznaczają dla nas tylko katar. I tak samo może być z covidem. Może za rok, dwa, 20 lat, a może nigdy…

No to byłoby bardzo dobre zakończenie pandemii, gdyby za kilka lat zmieniła się w zwykły katar.

No tak, to możliwe. Jest też możliwe, że wirus stanie się bardziej patogenny.

A już miałam nadzieję na optymistyczne zakończenie naszej rozmowy.

Jedyne co jest teraz pewne, to że w 2020 r. roku umarło przeszło 60 tys. Polaków więcej niż rok wcześniej, z czego 28 554 z powodu COVID-19, oraz że nie ma obecnie lepszego sposobu na pokonanie pandemii i przywrócenie normalnego leczenia innych chorób niż zaszczepienie społeczeństwa. Od medyków poczynając.

Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon

Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon

Specjalista w dziedzinie chorób wewnętrznych, chorób zakaźnych, zakażeń HIV, hepatologii i endoskopii przewodu pokarmowego. Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Wydziału Lekarsko-Stomatologicznego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu; ordynator I Oddziału Zakaźnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Gromkowskiego we Wrocławiu. Konsultant Wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dla województwa dolnośląskiego. Członek Rady Medycznej przy Głównym Doradcy Premiera ds. COVID-19.

Daj znać, co sądzisz o tym artykule :)
Lubię to!
5
Przykro
2
Super
7
wow
0
Wrr
10

© 2020 Magazyn Głos Fizjoterapeuty. All Rights Reserved.
znajdzfizjoterapeute.pl     kif.info.pl

Do góry